Szukaj

 

„Przegląd” Nr 47 (673)

25 listopada 2012 r., s. 50 – 52

 

Człowiek – według słów Premiera – z „pozytywną szajbą”, pozbawiony elementarnej wiedzy prawniczej został Ministrem Sprawiedliwości[1]. Człowiek, który nie wykazywał wcześniej zainteresowania wymiarem sprawiedliwości, więc nawet nie prawnik-amator, zabrał się za reformy sądownictwa.

Jarosław Gowin z zapałem przeprowadza likwidację 79 sądów rejonowych spełniając swoje zapowiedzi.  PSL rozpoczął wojnę z koalicyjnym ministrem, protestują sędziowie i społeczności lokalne.

Dla przeciętnego współobywatela, zwłaszcza mieszkańca średnich i większych miast, cała sprawa wydaje się nieco mglista. Postarajmy się zatem zebrać argumenty dwóch stron, by przekonać się, o co właściwie chodzi.

W jednym z wywiadów dla Forbesa, Jarosław Gowin stwierdził:

„Najgorzej jest w dużych miastach, w których na jednego sędziego przypada często kilkanaście razy więcej spraw niż na jego kolegę na prowincji. Dlatego proponuję łączenie małych sądów i przekształcenie ich w wydziały zamiejscowe dużych sądów, tak by sędziowie mogli orzekać w dwóch, a czasem nawet w trzech sądach. Są to decyzje niepopularne wśród sędziów, zarzuca mi się nawet chęć likwidacji małych sądów, co nie jest prawdą.”

Analizując słowa Pana Ministra trudno nie dostrzec wewnętrznej sprzeczności, otóż jeżeli w duży sądach jest najgorzej tzn. w małych sądach jest najlepiej. Dalej, metodą na poprawę sytuacji jest łączenie małych (najlepszych) sądów, by utworzyć sądy duże (najgorsze). Może to zbyt duże oczekiwanie w stosunku do Ministra Sprawiedliwości,  ale słowo likwidacja jest jednym z synonimów słowa zniesienie – pojęcia używanego w Rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości z dnia 5 października 2012 r. w sprawie zniesienia niektórych sądów rejonowych oraz ustalenia siedzib i obszarów właściwości sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych. Minister posługując się sloganem, że chodzi o to, by sędziowie którzy mają mniej pracy w jednym sądzie mogli orzekać w innych przeciążonych, nie podaje konkretów ani wyników analiz. Wątpliwość co do przewidywanego efektu wynika z faktu, iż jedynym kryterium likwidacji sądów była liczba sędziów w nim orzekających. Przypomnijmy, iż zniesiono sądy, w których orzeka 9 lub mniej sędziów. Zdaniem Krajowej Rady Sądownictwa[2], przyjęcie takiego założenia jest wadliwe. Nie uwzględnia bowiem sprawności działania sądów przewidzianych do zniesienia.  Otwartym pozostaje kwestia, dlaczego ministerstwo uważa, że należy likwidować sądy o obsadzie mniej niż 9 etatów orzeczniczych, a nie np. o obsadzie 6 czy też 10 sędziów. Pytanie o tyle istotne, iż liczba sądów przewidzianych do likwidacji wielokrotnie się zmieniała.

Problem przewlekłości postępowań dotyczy przede wszystkim sądów rejonowych w dużych miastach. W sądach rejonowych w małych miejscowościach sprawy są  rozstrzygane na bieżąco.  Śmiem wątpić, czy likwidacja Sądu Rejonowego w Ostrzeszowie (6 sędziów) poprawi pracę Sądu Rejonowego w Kępnie (przewidzianego do likwidacji w poprzedniej wersji rozprządzenia). Podobnych przypadków można znaleźć w Rozporządzeniu kilkadziesiąt. W materiałach prezentowanych przez Ministerstwo brak jest danych dotyczących poszczególnych sądów, czy przedstawienia założeń, w jakim stopniu ma poprawić się sprawność danego sądu, zakładając, że w ogóle jest co poprawiać.

Minister Gowin rozpoczynając swoje reformy od likwidacji co trzeciego sądu w Polsce nie zmierza bynajmniej do polepszenia sytuacji kadrowej lub zapobieżenia groźbie rychłej zapaści sądownictwa w Warszawie, której wprowadzane zmiany nie dotyczą wcale.

Sędzia, który szybciej rozstrzygnie przydzielone mu sprawy w wydziale zamiejscowym ma zostać przesunięty do orzekania w innym miejscu. Ustanowienie takiej reguły, zdaniem prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, spowoduje, że sędziowie, aby uniknąć związanych z tym niedogodności i orzekać wyłącznie w jednym wydziale, będą „wnikliwiej” rozpatrywali przydzielone im sprawy. W konsekwencji procedury przed sądem będą trwały dłużej niż przed wprowadzeniem reformy.  Krajowa Rada Sądownictwa[3] wskazała, że  reforma nie daje gwarancji skrócenia czasu prowadzenia postępowań sądowych, co miało być jednym z priorytetowych zadań Ministra Sprawiedliwości. Przeciwnie, poprzez skumulowanie spraw w większych jednostkach może doprowadzić do ich wydłużenia. KRS wskazała, że przykładem takiego zjawiska jest likwidacja wydziałów pracy w części sądów rejonowych – co zaowocowało w niektórych przypadkach prawie dwukrotnym wydłużeniem i tak nadmiernego już czasu trwania postępowania w sprawach dotyczących prawa pracy.

Należy się również zgodzić z argumentami przeciwników rozporządzenia, iż w małym mieście sąd jest instytucją, która cieszy się znacznym prestiżem. Na przestrzeni ostatnich lat, często stawał się symbolem statusu danego miasta jako lokalnego centrum. Jego istnienie, jako instytucji dokonującej regulacji stosunków społecznych, wzmacniało mechanizmy społeczeństwa obywatelskiego, z drugiej zaś strony na obszarach uboższych, mało zurbanizowanych, oddalonych od wielkich ośrodków, stanowiło ucieleśnienie państwowości – bo przecież Trzecia Władza orzeka w imieniu Rzeczypospolitej. Zmiana statusu sądu oznacza cios dla społeczności lokalnych, psucie więzi między państwem a obywatelem, a dla małych miejscowości wręcz fizyczną degradację. Nie budzi bowiem wątpliwości, że mniejsze ośrodki będą podlegały marginalizacji, powiększając dysproporcje z centrami administracyjnymi wielkich miast. Paradoksalne jest przy tym, iż dzięki ofiarności lokalnych samorządów mniejsze jednostki dysponują zwykle lepszą bazą lokalową, często są to nowo wyremontowane i dobrze wyposażone budynki, na których modernizację przeznaczono ogromne środki publiczne.

Zmiana struktury sądów może doprowadzić do naruszenia niezawisłości sędziowskiej, gdyż dotychczas na delegowanie do innego sądu sędzia nie musiał się zgodzić. Od 1 stycznia 2013 r. zgoda nie będzie potrzebna. Delegowanie sędziów, a tym samym konieczność dojazdów do wydziałów zamiejscowych sądów może stanowić mechanizm nacisku na sędziego.

Ponieważ brak jest obiektywnych, przekonywujących podstaw dla dokonywanej „hurtem” likwidacji małych sądów, zarówno w środowisku sędziów, jak i wśród przedstawicieli lokalnych społeczności narasta w tej sprawie poczucie krzywdy. W istocie bowiem, wprowadzenie w życie takich przejawów „pozytywnej szajby” oznacza karę za dobrą pracę dla wielu dobrych i sprawnie działających sądów rejonowych. Na ten aspekt zwracała również uwagę, Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz, wskazując Ministrowi Sprawiedliwości, iż niezbadano wcześniej w wystarczający sposób i nie podano do publicznej wiadomości informacji o skuteczności likwidowanych sądów i jakości świadczonych przez nie usług.[4]

Kto zapłaci rachunki za pozorne oszczędności?

Krajowa Rada Sądownictwa zarzuciła Ministrowi Sprawiedliwości nierzetelne oszacowanie

kosztów przeprowadzenia zmian, przedstawione w uzasadnieniu do projektu, w którym uwypuklono jedynie oszczędności polegające na ograniczeniu środków na dodatki funkcyjne, zawężając wydatki do wymiany tablic i pieczęci.

Projekt rozporządzenia został przygotowany bez dokładnych analiz finansowych.  Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało[5], iż nie ma możliwości przedstawienia szczegółowych informacji w zakresie kosztów i oszczędności wynikających z planowanych zmian organizacyjnych obejmujących zniesienie niektórych sądów rejonowych. Uzasadnienie projektu rozporządzenia w części dotyczącej oceny skutków regulacji (OSR) zawiera jedynie wstępne szacunkowe dane odnośnie kosztów i oszczędności wynikających z przedmiotowej zmiany organizacyjnej.

Minister wskazał ponadto, że poszukiwanie oszczędności w budżecie resortu sprawiedliwości nie stanowiło decydującej przesłanki dla podjęcia działań odnośnie do zniesienia niewielkich sądów rejonowych. Trudno się temu dziwić, gdyż po pierwsze oszczędności w ten sposób znalezione byłyby zaiste mizerne, po drugie sądownictwo w państwie praworządnym musi istnieć jako gwarant takich wartości, na których lepiej nie oszczędzać. W tym braku chęci oszczędzania przede wszystkim jednak zdumiewa skala marnotrawstwa. Podniesienie sprawności sądownictwa było bowiem jednym z warunków przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. W latach 2002 – 2005 budżet wymiaru sprawiedliwości był zwiększany rok do roku w skali niespotykanej na przestrzeni całej historii państwowości polskiej. Na modernizację sadownictwa, z budżetu państwa, a więc z kieszeni nas wszystkich, przeznaczono kilka dodatkowych miliardów złotych, rozwijając m.in. sięć sądów rejonowych i sądów „grodzkich”. Na efekty nie trzeba było czekać. Podjęte wówczas  wysiłki zostały dostrzeżone nawet przez najbardziej sceptyczne wobec nas państwa „starej” Unii. W porównaniu z siermiężnym dla sądownictwa okresem lat 90-tych, sprawność sądów oraz warunki świadczenia obywatelom dostępu do wymiaru sprawiedliwości poprawiły się w sposób zauważalny. I nawet, jeśli poziom społecznego zadowolenia z funkcjonowania Trzeciej Władzy nadal jest delikatnie mówiąc niezadawalający, nie stanowi to żadnego wytłumaczenia dla masowych likwidacji i wyrzucania zainwestowanych przez nas pieniędzy w błoto.

Za kuriozalny i nie leżący w interesie społecznym, należy uznać pojawiający się w dyskusji pomysł, aby dotychczasowe sądy rejonowe przekształcić w wydziały zamiejscowe i wykorzystywać jako swoiste „zapasowe” ośrodki rozstrzygania spraw. Koncepcja tworzenia wydziałów zamiejscowych, do których prezes sądu macierzystego mógłby np. w przypadku ewentualnej choroby sędziego przekazać sprawy do rozpoznania, wiąże się – jak wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich[6] – z kosztami przesyłki korespondencji oraz dojazdu stron i świadków, co nie znajduje uzasadnienia w przedstawionych założeniach Ministerstwa Sprawiedliwości. Zamiar taki znamionuje nade wszystko dosyć swobodne podejście do ludzkich potrzeb i praw współobywateli. Prawo każdego człowieka do sądu w cywilizowanym państwie nie może być postrzegane jako dobro reglamentowane. Droga do sądu musi być równa dla wszystkich, niezależnie od tego, czy mieszkają w wielkich miastach, czy w małych wsiach  lub miasteczkach. Kaprys władzy nie może sprawiać, że po sprawiedliwość jeździmy to tu, to tam. Choroba sędziego nie jest żadnym usprawiedliwieniem, albowiem państwo prawa winno funkcjonować niezależnie od dolegliwości trapiących jego funkcjonariuszy, w tym przypadku zapewniając nieskrępowany dostęp do wymiaru sprawiedliwośći. Ponadto budzi również niepokój, że wbrew złotoustym twierdzeniom autorów reformy[7], wprowadzane zmiany oderwane są od rzeczywistych uwarunkowań, w których żyją miliony Polaków – ograniczana z roku na rok sieć publicznych połączeń drogowych i kolejowych, ludziom niezamożnym często po prostu nie pozwala na dotarcie we właściwym czasie do odleglejszych miejscowości, w których z woli ministra i jego urzędników, będą rozstrzygane ich życiowe sprawy.

Nieomylny ?

Wydaje się, że jedynie z głębokiej wiary (we własne siły?) Minister Sprawiedliwości czerpie przekonanie,  iż w kwestiach merytorycznych dotyczących wymiaru sprawiedliwości jest nieomylny. Jak już wskazano dwukrotnie zignorował stanowisko Krajowej Rady Sądownictwa – konstytucyjnego organu stojącego na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Pominął ponadto pogląd Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego[8], uwagi zgłoszone przez Rzecznika Praw Obywatelskich, o zdaniu lokalnych społeczności nie wspominając. W pełni zgodzić się należy ze stanowiskiem Rzecznika Praw Obywatelskich, prof. Ireny Lipowicz, która wskazała na możliwość naruszenia prawa do sądu. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej stanowi w przepisie art. 45 ust. 1, że „Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Zasadę tę uzupełnia art. 77 ust. 2 Konstytucji RP zawierający zakaz zamykania drogi sądowej do dochodzenia naruszonych wolności lub praw oraz art. 78, w myśl którego każda ze stron postępowania ma prawo do zaskarżania orzeczeń i decyzji wydanych w pierwszej instancji. Prawo do sądu stanowi jedno z najbardziej fundamentalnych praw obywateli. Wyraża ideę zapewnienia każdemu człowiekowi uprawnienia do przedstawienia swojej sprawy przed organami państwa – sądami – stwarzającymi gwarancje podejmowania sprawiedliwych, obiektywnych i słusznych decyzji. Zdaniem RPO, aby prawo do sądu w takim rozumieniu mogło zostać w pełni zagwarantowane, wydaje się, że powinno ono uwzględniać również w pewnym, możliwym do realizacji stopniu, fizyczną dostępność do sądu w sensie geograficznym. W tym kontekście kryterium ekonomiczne nie powinno być jedynym, w oparciu o które następuje podjęcie decyzji o likwidacji niektórych sądów. W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich przy znoszeniu sądów należy kierować się wszechstronną analizą, zapewniającą realną realizację konstytucyjnie gwarantowanego prawa do sądu tj. kierując się m.in. względami sprawności postępowań sądowych, ilością zakończonych spraw przez sędziów danego sądu, względami ekonomicznymi, słusznymi interesami obywateli, a także umożliwieniem dostępu obywatelom do wymiaru sprawiedliwości, także w aspekcie fizycznego dostępu do siedzib sądów.

Konsekwencja w dążeniu do celu to jedna z ważnych cech, które powinien mieć każdy polityk. Znamionuje bowiem siłę charakteru i odpowiedzialność za składane obietnice. Źle jednak, gdy jedne obietnice wykluczają inne, gdy dążenie do celu godzi w zasadnicze wartości społeczeństwa obywatelskiego. Wtedy takie działania tracą usprawiedliwienie, tym bardziej, jeśli są podejmowane za wszelką cenę – cenę, którą w imię arbitralnych pomysłów ministra zapłacimy wszyscy. W jednym z wywiadów Jarosław Gowin wyjaśnił, iż jego nazwisko pochodzi od zawołania rycerskiego (go win – idź i zwyciężaj). Analizując jego próby kierowania resortem sprawiedliwości należałoby raczej zachęcić Pana Ministra, aby będąc w służbie publicznej wziął sobie do serca lekarską zasadę  primum non nocere – po pierwsze nie szkodzić!

Sylweriusz M. Królak

Członek Trybunału Stanu RP, Radca prawny,

Wiceminister Sprawiedliwości w latach 2001 – 2005

odpowiedzialny za organizację sądownictwa oraz współpracę europejską



[1] „Donald Tusk uważa, że ta kandydatura jest słuszna. – Wobec Jarosława Gowina mam bardzo precyzyjne oczekiwania. Starał się je realizować, ale z pozycji, która nie dawała mu większych szans. On ma w sobie gigantyczny zapał, taką determinację, „pozytywną szajbę”, jeśli chodzi o deregulację, która pozwoli odblokować polską gospodarkę – powiedział premier.” – http://wiadomosci.onet.pl/raporty/rzad-donalda-tuska/gowin-czlowiek-z-pozytywna-szajba,1,4910219,wiadomosc.html

[2] Opinia Krajowej Rady Sądownictwa z dnia 14 czerwca 2012 r. w przedmiocie projektu rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie zniesienia niektórych sądów rejonowych oraz ustalenia siedzib i obszarów właściwości sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych.

[3] Opinia Krajowej Rady Sądownictwa z dnia 14 czerwca 2012 r. w przedmiocie projektu rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie zniesienia niektórych sądów rejonowych oraz ustalenia siedzib i obszarów właściwości sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych.

[4] Pismo Rzecznika Praw Obywatelskich nr RPO – 692445 – I/12/MSW z dnia 29.02.2012 r.; http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/pdf/2012/01/692445/1628099.pdf

[5] Odpowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości – z upoważnienia ministra – na interpelację nr 1515 w sprawie projektu rozporządzenia ministra sprawiedliwości dotyczącego zniesienia niektórych sądów rejonowych, utworzenia zamiejscowych wydziałów w niektórych sądach rejonowych oraz zmiany rozporządzenia w sprawie sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych oraz ustalenia ich siedzib i obszarów właściwości.

[6] Pismo Rzecznika Praw Obywatelskich nr RPO-692445-I/12/MSW z dnia 29.02.2012 r.;

[7] Odpowiedź Ministra Sprawiedliwości – pismo nr DSO 4601- 3/12/DO z dnia 20.03.2012 r. http://www.rpo.gov.pl/pliki/13336195520.pdf

[8] Wywiad z Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego, Dziennika Gazeta Prawna  z dnia 1 lutego 2012 r.